Uśmiechniętemu człowiekowi ludzie odwzajemniają uśmiech, taką teorię gdzieś przeczytałam dziś to wypróbowałam. Taka jakaś radosna od rana jestem, wcześnie wstałam jak skowronek, upał trochę zelżał, jest znośnie, idealna temperatura dla mnie. Migotkę wyszykowałam, to znaczy sama sobie garderobę wybrała, jakiś taki etap ma że sama wybiera co chce nosić (najgorzej jak w upalny dzień chce grubą bluzę, albo kurtkę ze skóry, no ale z tym sobie jakoś radzę) no poszłyśmy w świat. Po drodze przypomniałam sobie jak to dzień wcześniej dostałyśmy z dziewczynami głupawki w pracy, chłopcy, a może jednak mężczyźni, zaczeli nam śpiewać, wygłupiać się i taki nam teatrzyk zrobili że ubawiłyśmy się po pachy i akurat to musiało mi się przypomnieć, więc szłam i uśmiechałam się do siebie. Przy okazji tego potwierdziłam fakt że to prawda że uśmiech jest zaraźliwy ale jest też minus tego, na dziesięciu mężczyzn uśmiechnęło się dziewięciu, z czego dwóch zagadało, na tą samą ilość kobiet uśmiechnęły się tylko trzy, przykro mi stwierdzić że uśmiechamy się rzadziej, a szkoda.
Cały rynek w mojej mieścince rozkopany, remont na całego, cieszy mnie to niezmiernie, będzie piękny deptak, odremontowany ratusz i co dla mnie bardzo ważne będzie parking dla rowerów, teraz będę sobie parkować, zakupy robić, właśnie stojaków mi najbardziej brakuje gdy wybieram się rowerem na zakupy. Co najśmieszniejsze w tym wszystkim na banku, znanym banku, reklamuje go znany król kawałów Chuck Norris, wisi sobie wilki baner reklamowy o takiej treści: " Po czym poznać że Chuck przyjechał? Całe miasto jest rozkopane"
Trafili w samo sedno.
W sobotę Dzień Matki, oczywiście zakup prezentów zostawiam na sobotę, jak to ja na ostatnią chwilę, mamie czekoladki a z teściową to już się bardziej muszę natrudzić, niedługo ma urodziny więc robi dwie uroczystości na raz, na pewno kwiatek ale co do tego kwiatka jeszcze to już nie mam pomysłu.
Żona, matka i...po prostu kobietą być
Taka sobie ja, żona swojego męża, matka swojego dziecka a przed wszystkim kobieta.
czwartek, 24 maja 2012
wtorek, 22 maja 2012
Czas, biegnie, biegnie i nie da się go zatrzymać, a szkoda bo chociaż dzień już długi to zawsze tyle jest do zrobienia że nie ma kiedy usiąść do pisania. Troszkę mi tak nie fajnie przed samą sobą że tak rzadko tu zaglądam, staram się lepiej organizować ale nic z tego, pisanie i tak przegrywa z książką a jak mam jakąś wolną chwilę i wejdę już w ten świat opisywany w książce to wyjść z niego nie potrafię, czasem nawet kosztem snu to się odbywa, ale odeśpię kiedyś.
Lubię ciepło ale nie takie upały, wiem ciężko mi dogodzić, ale w takie upały nawet dziecku się nie chce spacerować, wychodzimy sobie rano, na zakupy, na plac zabaw,a później do wieczora cały dzień w domu, to znaczy moja migotka bo ja do pracy. W domu też gorąco, wentylator się stara ale niestety jak ma się całodziennie słoneczne mieszkanie to ciężko jednak je wychłodzić, tak że mimo schładzania i zaciągniętych rolet mam w domu 25 stopni. Coś mi się tak jakoś dziś narzeka, chyba wstałam lewą nogą, poza tym nic mi się nie chce, dobrze że obiad wczoraj ugotowałam, kapuśniak z młodej kapusty, same świeże młode jarzynki, pomidory, uwielbiam takie zupy. Najchętniej to bym się wybrała nad wodę ale trzeba iść do pracy, na szczęście jeszcze miesiąc i urlop.
W weekendy robimy sobie rodzinne wycieczki rowerowe, zwiedzamy okoliczne wsie,a przy okazji ja ćwiczę przed wielką wycieczką integracyjną, skoro nikt nam nie chce w pracy zorganizować same sobie to zrobiłyśmy, wycieczka typowo babska, żadnego osobnika płci męskiej no chyba że rower bo w końcu rodzaju męskiego ale ja mam damkę więc w pełni się dostosowałam, najgorzej z terminem bo soboty w pracy i nie ma kiedy ale czekamy tylko na wolną sobotę i w drogę, witaj przygodo.
Lubię ciepło ale nie takie upały, wiem ciężko mi dogodzić, ale w takie upały nawet dziecku się nie chce spacerować, wychodzimy sobie rano, na zakupy, na plac zabaw,a później do wieczora cały dzień w domu, to znaczy moja migotka bo ja do pracy. W domu też gorąco, wentylator się stara ale niestety jak ma się całodziennie słoneczne mieszkanie to ciężko jednak je wychłodzić, tak że mimo schładzania i zaciągniętych rolet mam w domu 25 stopni. Coś mi się tak jakoś dziś narzeka, chyba wstałam lewą nogą, poza tym nic mi się nie chce, dobrze że obiad wczoraj ugotowałam, kapuśniak z młodej kapusty, same świeże młode jarzynki, pomidory, uwielbiam takie zupy. Najchętniej to bym się wybrała nad wodę ale trzeba iść do pracy, na szczęście jeszcze miesiąc i urlop.
W weekendy robimy sobie rodzinne wycieczki rowerowe, zwiedzamy okoliczne wsie,a przy okazji ja ćwiczę przed wielką wycieczką integracyjną, skoro nikt nam nie chce w pracy zorganizować same sobie to zrobiłyśmy, wycieczka typowo babska, żadnego osobnika płci męskiej no chyba że rower bo w końcu rodzaju męskiego ale ja mam damkę więc w pełni się dostosowałam, najgorzej z terminem bo soboty w pracy i nie ma kiedy ale czekamy tylko na wolną sobotę i w drogę, witaj przygodo.
poniedziałek, 7 maja 2012
Szkoda że słodka laba się skończyła, fajnie mieć tyle wolnego, pół tego czasu i tak przeleżałam w łóżku z gorączkom ale dzięki temu wolnemu porządnie się wykurowałam, no nie licząc kaszlu który mi został ale ten coś nie chce odpuścić. Niestety nie ma nic za darmo, chciało się odpoczywać nie tracąc przy tym krzty urlopu to teraz trzeba prawie wszystkie soboty w maju pracować, ale dla takiego długiego weekendu warto było.
Takie upały były, coś jakby lato w pełni, nad zalewem byliśmy, tylko się poopalać ale ludzie się kąpali, dzieciaki w wodzie hasały a mnie się nawet opalenizny udało złapać. Grillowaliśmy na działce, jeździliśmy na wycieczki rowerowe, do lasu, za miasto w taką pogodę warto było z promieni słonecznych i ciepła korzystać, za to dziś szaro, buro, pada, wieje, rano było tak zimno że ubrałam kurtkę taką lżejszą zimową a jeszcze nie dawno w koszulce na ramiączkach, wariuje pogoda, ja już za nią nie nadążam. Nadal konsekwentna jestem i do pracy na rowerze jeżdżę mimo tego że zmokłam dziś to i tak nie zamierzam odpuścić to jedyny sport jakiego konsekwentnie się trzymam, 6 kilometrów dziennie robię a dzięki temu weekendowe wycieczki rowerowe nie przyprawiają mnie o zakwasy nie to co fitness, wczoraj poćwiczyłam po długiej przerwie a dziś ledwo chodzę, mam takie zakwasy że najchętniej bym się z miejsca nie ruszała, ba nawet pozycji nie zmieniała.
Migotka moja nie może się doczekać przedszkola, oby we wrześniu było to samo, a jak ktoś się jej pyta do jakiego przedszkola się zapisała to odpowiada że ona się nie zapisała tylko była zapłacić podatek, jeszcze nie pracuje a już by chciała podatki płacić prawdziwa, sumienna obywatelka.
Takie upały były, coś jakby lato w pełni, nad zalewem byliśmy, tylko się poopalać ale ludzie się kąpali, dzieciaki w wodzie hasały a mnie się nawet opalenizny udało złapać. Grillowaliśmy na działce, jeździliśmy na wycieczki rowerowe, do lasu, za miasto w taką pogodę warto było z promieni słonecznych i ciepła korzystać, za to dziś szaro, buro, pada, wieje, rano było tak zimno że ubrałam kurtkę taką lżejszą zimową a jeszcze nie dawno w koszulce na ramiączkach, wariuje pogoda, ja już za nią nie nadążam. Nadal konsekwentna jestem i do pracy na rowerze jeżdżę mimo tego że zmokłam dziś to i tak nie zamierzam odpuścić to jedyny sport jakiego konsekwentnie się trzymam, 6 kilometrów dziennie robię a dzięki temu weekendowe wycieczki rowerowe nie przyprawiają mnie o zakwasy nie to co fitness, wczoraj poćwiczyłam po długiej przerwie a dziś ledwo chodzę, mam takie zakwasy że najchętniej bym się z miejsca nie ruszała, ba nawet pozycji nie zmieniała.
Migotka moja nie może się doczekać przedszkola, oby we wrześniu było to samo, a jak ktoś się jej pyta do jakiego przedszkola się zapisała to odpowiada że ona się nie zapisała tylko była zapłacić podatek, jeszcze nie pracuje a już by chciała podatki płacić prawdziwa, sumienna obywatelka.
czwartek, 26 kwietnia 2012
Choroba wygrała, wczoraj całkiem rozłożyło moją Migotkę, gorączka 40 stopni, co mi się na chwilę udało ją zbić to za chwilę na nowo. Nie było na co czekać, wezwaliśmy lekarza, na szczęście to tylko gardło, ale dość mocno zainfekowane więc nie obyło się bez antybiotyku, wzięła dopiero dwie dawki a już dziś gorączka tak nie szaleje, stan podgorączkowy tylko. Biedactwo takie, umęczone tą chorobą, najchętniej by w łóżku leżała i oglądała bajki, ewentualnie jakąś książeczkę do poczytania, ale głównie telewizja, mam trochę wyrzuty sumienia no ale co mogę, bawić się nie chce, najwygodniej jej się leży i bajki ogląda, ewentualnie trochę sobie pośpi.
Za oknem pięknie, słonecznie, ciepło, zielono, niestety doświadczam tego patrząc przez szybę, zaraz mąż z pracy wróci to na zakupy się wybiorę powdychać świeżego powietrza, boję się że mnie też coś łapie, jakiś kaszel się przyczepił a dodatkowo jakaś rozbita jestem no ale może to z niewyspania, w każdym razie jakby co to się nie dam rozłożyć, jeden chorowitek z zupełności wystarczy.
Koleżanka mnie odwiedziła, niby tylko na godzinkę tak zobaczyć co słychać, a tyle się nie widziałyśmy że jak zaczęłyśmy trajkotać to nam trzy godziny zeszło, uroki bycia kobietą :) Teraz obiad trzeba ugotować, w między czasie coś poczytać, "Kwiaty na poddaszu" mi przyszły no ale jeszcze stosik z biblioteki czeka tak że nie tak prędko się do niej dobiorę, cierpliwie poczeka w kolejce jak cała reszta.
Za oknem pięknie, słonecznie, ciepło, zielono, niestety doświadczam tego patrząc przez szybę, zaraz mąż z pracy wróci to na zakupy się wybiorę powdychać świeżego powietrza, boję się że mnie też coś łapie, jakiś kaszel się przyczepił a dodatkowo jakaś rozbita jestem no ale może to z niewyspania, w każdym razie jakby co to się nie dam rozłożyć, jeden chorowitek z zupełności wystarczy.
Koleżanka mnie odwiedziła, niby tylko na godzinkę tak zobaczyć co słychać, a tyle się nie widziałyśmy że jak zaczęłyśmy trajkotać to nam trzy godziny zeszło, uroki bycia kobietą :) Teraz obiad trzeba ugotować, w między czasie coś poczytać, "Kwiaty na poddaszu" mi przyszły no ale jeszcze stosik z biblioteki czeka tak że nie tak prędko się do niej dobiorę, cierpliwie poczeka w kolejce jak cała reszta.
wtorek, 24 kwietnia 2012
Wciąż mało czasu żeby usiąść, skrobnąć coś, przecież ciągle się coś dzieje, poczytać co u Was, doba za krótka, czasu za mało, ach jakbym spać nie musiała tylko jak telefon pod ładowarkę i energia na cały dzień, marzenia.
Z najważniejszych: Migotka dostała się do przedszkola, do tego na którym najbardziej nam zależało, ja szczęśliwa, dziecko szczęśliwe i już dopytuje kiedy pójdziemy, mam nadzieję że taki sam zapał będzie miała we wrześniu.
W sobotę byliśmy na urodzinach chyba na dobre nam to nie wyszło, ja przy oknie siedziałam i chyba mnie przewiało bo nerki bolą, na szczęście już coraz mniej, potraktowałam jej jak zwykle wstrząsową dawką maści i tabletek no i znowu obiecałam sobie zawsze nosić koszulkę, zawsze czyli na jakiś czas. Syn szwagierki się pochorował kto wie czy nie ma wirusowego zapalenia płuc, dziś się okaże jak tak to szpital. Moja migotka za to od wczoraj zaczęła coś delikatnie kaszleć, kaszel mokry, temperatury brak tak że na razie leczymy domowymi sposobami, łóżko, maść, syrop, witamina C, syrop z cebuli się robi, mam nadzieję że uda nam się zdusić to w zarodku. Jeśli nie pomoże to lekarz nas czeka. Nie przyzwyczajone jesteśmy do chorowania migotki, ostatni raz to było chyba z dwa lata temu i jakoś udało obejść się bez antybiotyku, mam nadzieję że i tak będzie tym razem. Na szczęście Migotka dzielnie łyka wszystko co jej podaję, nawet to co niedobre.
Długi weekend się zbliża, urlop już wypisałam, tylko odbębnić ten tydzień i witaj długie wolne, pogodę zapowiadają oby się tylko nie mylili więc jak zdrowie dopisze to działka, grillowanie, błogie lenistwo.
Z najważniejszych: Migotka dostała się do przedszkola, do tego na którym najbardziej nam zależało, ja szczęśliwa, dziecko szczęśliwe i już dopytuje kiedy pójdziemy, mam nadzieję że taki sam zapał będzie miała we wrześniu.
W sobotę byliśmy na urodzinach chyba na dobre nam to nie wyszło, ja przy oknie siedziałam i chyba mnie przewiało bo nerki bolą, na szczęście już coraz mniej, potraktowałam jej jak zwykle wstrząsową dawką maści i tabletek no i znowu obiecałam sobie zawsze nosić koszulkę, zawsze czyli na jakiś czas. Syn szwagierki się pochorował kto wie czy nie ma wirusowego zapalenia płuc, dziś się okaże jak tak to szpital. Moja migotka za to od wczoraj zaczęła coś delikatnie kaszleć, kaszel mokry, temperatury brak tak że na razie leczymy domowymi sposobami, łóżko, maść, syrop, witamina C, syrop z cebuli się robi, mam nadzieję że uda nam się zdusić to w zarodku. Jeśli nie pomoże to lekarz nas czeka. Nie przyzwyczajone jesteśmy do chorowania migotki, ostatni raz to było chyba z dwa lata temu i jakoś udało obejść się bez antybiotyku, mam nadzieję że i tak będzie tym razem. Na szczęście Migotka dzielnie łyka wszystko co jej podaję, nawet to co niedobre.
Długi weekend się zbliża, urlop już wypisałam, tylko odbębnić ten tydzień i witaj długie wolne, pogodę zapowiadają oby się tylko nie mylili więc jak zdrowie dopisze to działka, grillowanie, błogie lenistwo.
wtorek, 17 kwietnia 2012
W niedzielę wybraliśmy się z naszą migotką do muzeum, jejku jak ja dawno tak nie byłam, chyba jeszcze w szkole. W sobotę przechodziliśmy obok muzeum, pooglądaliśmy ekspozycję która stoi na dworze czyli ule, przeczytaliśmy od razu godziny otwarcia i tematy wystaw a że ciekawie się zapowiadały postanowiliśmy w niedzielę pójść. Pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu, lało, wiało ale obiecane dziecku trzeba było iść. Wystawa pięknych kolorowych wielościanów z papieru w różnych kształtach i wielkościach po prosty zachwycały swoją przestrzennością i starannością. Druga wystawa to były lalki polskie i z całego świata, każda w stroju danego regionu małe i duże, stroje z różnych epok no i lalki świata, na hinduski nie mogłam się napatrzeć, piękne kolory.Wystawa o pszczołach też się mojej migotce bardzo podobała, bo to przecież miodek a jak miodek to kubuś puchatek akurat leciał filmik z produkcji miodu do tego wszędzie ule w różnych kształtach, na ścianach łąki pełne mlecza i ten dźwięk pszczół, nie podejrzewałam że mojemu dziecku tak się to spodoba.
Moja migotka ma jakieś wyznaczniki swoich lat mówi mi tak:
-jak miałam jeden latek umiałam chodzić
- jak miałam dwa latka umiałam "czytać" (czyli opowiadać z obrazków) i chodzić do biblioteki
- jak miałam 3 lata dostałam Pinkusia (jej ulubionego konika)
- jak mam 4 lata pójdę do przedszkola
- jak będę miała 5 lat to co będzie - pyta mnie, a ja się chwilę zastanawiam po czym za chwilę słyszę jej odpowiedź- jak będę miała 5 dostanę rolki i będę uczyć się jeździć.
Nie umiałam dojść do tego skąd taka jej odpowiedź, mąż mi na szczęście przypomniał. Parę tygodni temu byliśmy w sklepie sportowym, akurat moja migotka oglądała rolki, podobały jej się. Wychodząc ze sklepu mówię do męża że Zawitkowski mówił że przygodę z rolkami, nartami, łyżwami dzieci powinny zaczynać po 5 roku życia gdyż więzadła nie są już tak słabe, nie podejrzewałam że moje dziecko tez to słyszało i stąd taki wyznacznik.
Obiad na jutro zrobiony, kapuśniak ze świeżej kapusty i chyba jeszcze naleśniki z dżemem oczywiście truskawkowym,a może ciasto na naleśniki tylko zrobię a mąż sobie usmaży, taki mam dzisiaj leniwy dzień mimo tego że jest słoneczny ale ta pogoda jest tak zmienna że coraz częściej mnie to męczy.
piątek, 13 kwietnia 2012
Ponownie odłączona od internetu, nie żeby to zakrawało na jakieś uzależnienie, ale rachunki trzeba było zapłacić, licytacje rozpoczęte a nie wiadomo czy wygrane a tu na 3 dni ani widu ach słychu połączenia. Na szczęście tym razem znalazła się prawdziwa przyczyna, sama w oko wpadła, kabel doprowadzający do naszego bloku internet po prostu się urwał, widocznie był już przetarty dlatego tak nam działał jak działał. Dzielny Pan technik odwiedził nam ponownie, tym razem musiał się namęczyć żeby to wszystko porządnie zrobić ale się udało i teraz mogę klikać do woli, no w sumie nie tak do woli bo zaraz do pracy.
Spać ja dziś nie mogłam, wierciłam się pół nocy, jadłam, czytałam, klikałam, sen nie nachodził. Rano wstałam w okropnym bólem głowy, na szczęście przeszło, nie to co wczoraj i mimo tego że dziś 13-ty i to piątek to ja wczoraj miałam pecha. Potworna migrena przez cały dzień, do tego ciśnienie miałam 90/50, wszystko z rak mi leciało, talerz zbiłam, złapałam za gorący garnek na szczęście tylko opuszkiem palca a wychodząc z moją migotką na spacer jakoś tak nie fortunnie stanęłam na schodek że noga mi zjechała i byłam bym na sam gól spadła, zdążyłam się klamki złapać i tak balansowałam dobrą chwilę, klamka uratowała mnie przed zapewne poważnymi złamaniami. Dziś już chyba nic gorszego się nie zdarzy, zresztą nie jestem przesądna i w trzynastki nie wierzę.
Odchudzam się po świętach, to znaczy takie jest założenie, niestety tylko założenie bo jak tu się mobilizować jak koleżanka sernik wypieku swojej mamy przyniesie to wczoraj ja drożdżówkę z budyniem, dziś już następna zapowiadała że muffinki z czekoladą będą, pozostaje mi tylko rygor na weekend trzymać no ale czy na te dwa dni się opłaca. Będę ćwiczyć, brzuszki robić, na razie tylko w myślach ale od myśli do czynów to już nie daleka droga.
Spać ja dziś nie mogłam, wierciłam się pół nocy, jadłam, czytałam, klikałam, sen nie nachodził. Rano wstałam w okropnym bólem głowy, na szczęście przeszło, nie to co wczoraj i mimo tego że dziś 13-ty i to piątek to ja wczoraj miałam pecha. Potworna migrena przez cały dzień, do tego ciśnienie miałam 90/50, wszystko z rak mi leciało, talerz zbiłam, złapałam za gorący garnek na szczęście tylko opuszkiem palca a wychodząc z moją migotką na spacer jakoś tak nie fortunnie stanęłam na schodek że noga mi zjechała i byłam bym na sam gól spadła, zdążyłam się klamki złapać i tak balansowałam dobrą chwilę, klamka uratowała mnie przed zapewne poważnymi złamaniami. Dziś już chyba nic gorszego się nie zdarzy, zresztą nie jestem przesądna i w trzynastki nie wierzę.
Odchudzam się po świętach, to znaczy takie jest założenie, niestety tylko założenie bo jak tu się mobilizować jak koleżanka sernik wypieku swojej mamy przyniesie to wczoraj ja drożdżówkę z budyniem, dziś już następna zapowiadała że muffinki z czekoladą będą, pozostaje mi tylko rygor na weekend trzymać no ale czy na te dwa dni się opłaca. Będę ćwiczyć, brzuszki robić, na razie tylko w myślach ale od myśli do czynów to już nie daleka droga.
Subskrybuj:
Posty (Atom)